23
Cze

Zdrowie a praca zdalna w wesołym wydaniu

Zdrowie a praca zdalna

Każdy pracujący zdalnie wie, że newralgicznymi częściami ciała, męczącymi się najszybciej są oczy i kręgosłup. Już po miesiącu pracy przy komputerze czujemy, że posiadamy te części ciała. Oczy mocniej łzawią, w krzyżu łupie…

Zostaliśmy przeszkoleni i wiemy, że mamy robić co godzinę przerwy po pięć minut – czyli oficjalnie mamy rozprostować kości, porozciągać się, poćwiczyć. A jak to praktycznie wygląda? Cóż najwyżej idziemy sobie zrobić kawę a przez resztę czasu przeglądamy Internet. Musimy wszak wiedzieć, co słychać w świecie, jakie są aktualne promocje i obejrzeć FB lub Instagram, bo może kuzynka wstawiła nową fotę – to pochwalimy. I tak praca zlewa się z przerwami a nasz organizm cierpi. A przecież każdy oficjalnie dba o swoje zdrowie i sprawność.

Oczom szkodzi niebieskie światło monitora. Nie sprzyja im ciągłe wpatrywanie się w jeden punkt. A stukając w klawisze, właśnie się wpatrujemy w monitor niczym sroka w gnat. Jak ulżyć oczom? Najlepiej gdyby tak po pracy położyć się z paskiem czarnej tkaniny na oczach i przysnąć w ciszy i spokoju. Tylko że każdy z nas ma bliskich kręcących się po domu, którzy, zwłaszcza gdy chcemy sobie odpocząć, mają wiele spraw do załatwienia i koniecznie muszą nas sobą zainteresować…

Przeszukałam Internet i znalazłam świetne opaski na oczy, za bagatela niecałą stówę. Rozbolało mnie serce. Czyżby kolejna część ciała, która ulega uszkodzeniu podczas pracy zdalnej? Poszukałam w Internecie, a jakże, nawilżających kropli do oczu. Zamówiłam je a potem przypomniałam sobie, że znajoma, używając tych kropli, nabawiła się uczulenia. Krople trzeba przemyśleć. Wszystkie.  Postanowiłam zaaplikować sobie jakieś pigułki – najlepsza jest luteina, bo dobrze się wchłania, do tego okuliści polecają wyciągi z jagód. No ale nigdzie na drzewach nie rosną tabletki, więc pomyślałam sobie, że najlepiej dla oczu i podniebienia będzie jeść zwykłe jagody, chętnie w postaci moich ukochanych pierogów z jagodami i śmietanką… Rozmarzyłam się.

Od stukania w klawisze cierpną mi ręce. Smaruję je maścią a potem udaję, że nic się nie dzieje. Dalej bolą, do tego dołączają się stopy – wkładam je więc do ciepłej miski z wodą z solą do stóp. Stoję w misce przy ścianie, dociskając dłoń z rozcapierzonymi palcami i starając się całą rękę wyprostować, bo tak ze mną ćwiczy rehabilitantka. Boli jak fiks, lecz nie poddaję się i po chwili czuję ulgę. Wyglądam malowniczo. Stukam w klawisze a nogi moczą się w misce. Hurra praca zdalna! Do pokoju wchodzi mąż i kładąc ręce na moich ramionach, rozmasowuje mi szyję. Tak, ona też potrzebuje wsparcia. Jaka ulga! Mogę, popijając kawę made in mąż, pracować dalej. Niech żyje praca zdalna we własnym domeczku!

BPO Network