W poprzednim artykule przypatrywaliśmy się pokoleniu y, inaczej zwanym pokoleniem millennials, próbując usprawiedliwiać ich sposób patrzenia na świat. Teraz, przychodzi kolej na generację z, inaczej zwaną digitarianami, która dopiero zaczyna wchodzić na rynek pracy. Są to osoby urodzone po 1995 roku. Najstarsi z nich kończą obecnie 23 lata. Naturalnym jest zatem, że większość z jego przedstawicieli jest jeszcze na studiach, a na rynku pracy występują w charakterze praktykantów czy stażystów. Dlatego też, nie jest jeszcze do końca jasne, jaki jest ich stosunek do pracy. Prognozy psychologów wskazują na to, że będzie to po prostu jeszcze mocniej utwierdzona w swoim sposobie bycia wersja millennialsów.

Ich naturalnym środowiskiem jest internet i nowa technologia. Z mlekiem matki wyssali umiejętność obsługi smartfona czy Ipoda,  a we wczesnych latach swojego życia umieją już obsługiwać komputer i tablet. Można zatem przypuszczać, że najlepiej odnajdą się na stanowiskach w branży IT, biotechnologii, oraz na stanowiskach związanych z tworzeniem animacji komputerowych, projektowaniem gier i stron www. Najrzetelniejszym źródłem wiedzy jest dla nich to, co znalezione w sieci. Profil na Instagramie zastępuje im prehistoryczny album ze zdjęciami. Zamiast wydrukować cv, przesyłają ze pomocą portali społecznościowych. Rozmowa kwalifikacyjna przeprowadzona przez Skype, która z pewnością wzbudzała by podejrzenia u niejednego 40 latka, nie jest dla nich niczym dziwnym. Choć mają setki znajomych na FB, często są indywidualistami, a czasem nawet samotnikami. Nie są raczej pokoleniem buntu. Wirtualność kontaktów towarzyskich może im utrudniać bezpośrednie relacje z innymi w realnym środowisku. Można łatwo zauważyć, że głosowe rozmowy są zastępowane klikaniem na Messengerze.

Z drugiej strony jednak, cechuje ich otwartość oraz chęć dzielenia się z innymi informacjami o tym co robią, gdzie przebywają, a nawet co jedzą. Świadczy to o tym, że pragną towarzystwa. Trend bezstresowego wychowania, jakiemu ulegli ich rodzice, mógł uczynić z nich osoby stawiające wysokie wymagania i nie akceptujące swoich porażek.

Zetki doskonale odnajdują się w wielozadaniowości, obalając tym samym popularne powiedzenie „jeżeli ktoś jest od wszystkiego, tak naprawdę jest od niczego”. Nie mają problemu z tym, by koncentrować się na kilku projektach jednocześnie, a w międzyczasie zaznaczać swą obecność w sieci, poprzez lajkowanie czy komentowanie postów. Bardzo dobrze będą odnajdywać się w projektowym trybie pracy, pod warunkiem, że po każdym zakończonym projekcie otrzymają rzetelny feedback.

Dla pokolenia Z dużo cenniejszą umiejętnością jest analizowanie informacji niż wyuczenie się regułek. Niestety Zetkom przyszło najdotkliwiej odczuć fakt, że samo zdobycie dyplomu na studiach nie gwarantuje im dobrej sytuacji na rynku pracy. Wbrew pozorom często jest tak, że absolwenci kierunków informatycznych czy ekonomicznych mają trudności ze znalezieniem pracy w swoim zawodzie. Prowadzi to do tego, że młodzi ludzie szukając „zgubnie”  lepszych perspektyw za granicą, wykonują tam pracę poniżej swoich kwalifikacji, pozbawiając się możliwości rozwoju zawodowego. Na szczęście coraz większa liczba młodych osób chętnie uczestniczy w kursach, nierzadko w formie online. W porównaniu do starszych pokoleń później opuszczają rodzinny dom, opóźniając swój samodzielny start.

Z racji tego, że Zetki noszą w sobie dużą potrzebę zmieniania świata na lepszy, działalność potencjalnych pracodawców w zakresie CSR nie będzie im obojętna.

Na chwilę obecną są to tylko przypuszczenia wynikające z obserwacji tego, jak na przestrzeni czasów kształtował się wizerunek starszych pokoleń. Czas pokaże, kim naprawdę będą Zetki.

Aneta Wróbel